Gadjo Delhi 4 » Ban Kal Mue Jo http://gadjo4.karczmarczyk.pl Just another traveller's blog Thu, 09 Aug 2012 12:00:54 +0000 en-US hourly 1 http://wordpress.org/?v=3.4.1 Wiochy w okolicy Tha Song Yang i songkran http://gadjo4.karczmarczyk.pl/2012/04/18/wiochy-w-okolicy-tha-song-yang-i-songkran/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=wiochy-w-okolicy-tha-song-yang-i-songkran http://gadjo4.karczmarczyk.pl/2012/04/18/wiochy-w-okolicy-tha-song-yang-i-songkran/#comments Tue, 17 Apr 2012 20:50:52 +0000 gadjo http://gadjo4.karczmarczyk.pl/?p=1895 Continue reading ]]> Rano łapię autobus do Tha Song Yang, gdzie nie wiem co tam jest, ale rozrysowałem sobie w notesiku mapkę okolic co by się udać na jakieś wiochy. Laduję na dworcu, stamtąd kawałeczek na czuja żeby znaleźć knajpkę a w knajpce pytam o hotel (sprawdzając wcześniej jak jest po tajsku „hotel”). Koleś bierze telefon i gdzieś dzwoni, za 5 minut pojawia się inny i zawozi mnie motorem na miejsce. Drogo wychodzi, wytargowałem (da się) 1000b za 3 noce, ale takiego luksusu jeszcze nie miałem, drewniany bungalow z tv, klimą, łazienką z ciepłą wodą, lodówka, w lodówce woda, na lodówce filiżaneczki i 2 neskafy, tarasik, normalnie full wypas. Zwłaszcza po Indiach. Aha, i rower w tej cenie. Jadę do wsi wg mojej mapki, doprowadza mnie bezbłędnie mimo, że bardzo schematyczna. Z tego co słyszę to jakieś Mae Bhu/Mae Phru albo coś w tym stylu. Z ludźmi się dogadujemy na migi, jakieś szczątki angielskiego dają się znaleźć, mój tajski do przodu idzie bardzo powoli. Ale staramy się. Siedzę w sklepiku patrząc się jak dzieciaki leją wszystkich przejeżdżających lub przechodzących obok niego wodą – zaczął się na dobre śmingus dyngus. W niektórych miejscach trwa 10 dni, tutaj tylko 3. Ostatni dzień to podobnie jak holi w Indiach smarowanie się kolorami, ale nie tak spektakuarne. Przynajmniej nie na wiochach, być może w większych miastach jest lepiej.

Cała impreza nazywa się Songkran, nie wiem o co ogólnie chodzi, ale polewa się ludzi wodą. Polewacze albo stoją na drodze i polewają przejeżdżających (którzy czasami się zatrzymują by zostać polanym, nie ma tak, że każdy próbuje uniknąć mokrego za wszelką cenę), albo jeżdżą sobie na pace jeepa. W ruch idą przeważnie małe miski, czasem węże, ale gdy przejeżdża transport publiczny gdzie jest sporo ludzi w środku to miseczka to za mało i bierze się wiadro. Poza autobusami gdzie nie ma przeproś to przeważnie odpuszcza się tym, którzy proszą o litość, co się jednak zdarza dosyć rzadko. A jeszcze jak się delikwent zatrzyma to ma szansę powiedzieć, żeby lać tylko z tyłu, bo z przodu ma gdzieś skitraną komórę, ale przeważnie i tak wszyscy mają co wrażliwsze sprzęty pochowane i zafoliowane.

W następnej we wsi (Kal Mue Jo) ktoś mnie zaprasza do domu, cała rodzinka sobie siedzi i spoczywa, tutaj już w ogóle nie możemy się dogadać więc tylko strzelamy po lufie jakiejś wódeczki czy samogonu, obsmarowują mnie czymś białym po gębie i ruszam dalej. I jeszcze kolejna wiocha w drodze powrotnej, chyba Mae U-hu, tu już bez szaleństw, standardowe oblanie, zdjęciówa i krótka posiadówa w sklepie.

W Tha Song Yang przy którymś kolejnym oblaniu, dają mi wodę, którą chcę oblać ziomków, ale okazuje się, że to nie woda. Strzelam więc kolejnego bruderszafta i wracam do domku.

Za Tha Song Yang jest Mae U-su, gdzie raz po południu jadę rowerem na rozpoznanie (wracam już po ciemku nieoświetloną drogą bez żadnych odlasków itp.) a kolejnego dnia z samego rańca autobusem na dłuższy pobyt. Fotki z Mae U-su Cave w następnym odcinku, a po jaskini ląduję w jakimś sklepiku, gdzie ludzie coś żrą, i pytam czy też mogę coś zeżreć. To jednak nie knajpa, tylko sami sobie śniadanko dla siebie, ale zapraszają do wspólnego posiłku. Biorę jeszcze lokalną polococtę, ani za nią ani za żarcie nie chcą kasy. Chwilkę (dłuższą) zostaję, żeby się popatrzeć na lanie wody i zmykam dalej, przez jakieś kolejne niezidentyfikowane wiochy, do autostrady, żeby wrócić do domu.

Na autobus do Tha Song Yang trochę czekam, nudno się robi, ale w końcu dołączam do jakiegoś samotnego kolesia, który oblewa wszystkich przejeżdżających. Sam biorę za misę i walę w kogo popadnie. Obok stoją sobie policjanci i się nudzą, zapraszają na kawkę, ale tylko zdążyłem wziąć 2 łyki i podjechała moja bryka.

I na koniec kolejne wiochy z mojej schematycznej mapki, Mae Tha Klo albo coś podobnego i kawałek dalej kolejna niezidentyfikowana.

Dróżki do niektórych wiosek są dosyć męczące, albo bardzo ostro w górę albo w dół. Muszę zaciskać hamulce na maska a i tak czasem powoli przyspieszam. Boję się, żeby nie urwać linki, bo będzie problem. Głupi ma zawsze szczęście i hamulce się psują, ale akurat wtedy gdy w poszukiwaniu dobrego miejsca na fotę zjeżdżam z jednego z ostrzejszych zjazdów, ale bardzo powoli. Na tyle powoli, że po awarii zanim się na dobre rozpędziłem byłem w stanie szybko skręcić w prawo i wylądować na skarpie. Gdyby się spsuły jak akurat pędziłem widząc przed kawałek prostej drogi to mogłoby być zabawnie, przynajmniej do najbliższego zakrętu.

Drugiego dnia w hoteliku pojawiają się syny właściciela, wieczorem idą do pobliskiego kościoła, wybieram się z nimi. A w kościele jak to w kościele gitara elektryczna, bas, wzmacniacze i perkusja, na której gra jeden z synów. Robimy sobie jam session, niewiele jest kawałków które znamy razem (choć bynajmniej nie mamy zamiaru śpiewać gospelu czy innych takich), ale zawsze można poimprowizować.

Ciemno już, ale głodny jestem, wybieram się rowerem na kolację do miasta (hotel jest kawałeczek za), syny doganiają mnie skuterem i chcą podwieźć, ale już jesteśmy w pobliżu knajp. Niestety pozamykane, to nie Mae Sot, gdzie zwłaszcza w okresie festiwalu można trafić coś do późnej nocy, ani tym bardziej Bangkok z knajpami czynnymi 24h na dobę. Kończy się na zupce chińskiej ze sklepu, w pokoju mam czajnik, więc sobie mogę zagotować wodę. Kolejny luksus, jakiego jeszcze nie miałem.

Mae Bhu w całej okazałości Mae Bhu Mae Bhu Songkran w Mae Bhu Songkran w Mae Bhu Songkran w Mae Bhu Dziewczę pakuje orzeszki (Mae Bhu) Mae U-hu Mae U-hu Mój bungalow w Tha Song Yang Jeep Sawngthaew - lokalny autobus Widoczek z Mae U-su Widoczek z Mae U-su Songkran w Mae U-su Songkran w Mae U-su Songkran w Mae U-su Songkran w Mae U-su Songkran w Mae U-su Pani z Mae U-su Pan w sklepiku w Mae U-su gdzie mnie nakarmiono i napojono Songkran w Mae U-su Songkran w Mae U-su Okolice Mae U-su Okolice Mae U-su Okolice Mae U-su Okolice Mae U-su Okolice Mae U-su Wioska w okolicach Mae Tha Klo ]]>
http://gadjo4.karczmarczyk.pl/2012/04/18/wiochy-w-okolicy-tha-song-yang-i-songkran/feed/ 0