Pobudka o 5 rano, na śniadanie banany i kupione wczoraj u Bakersów torciki z wisienką. Po 4.5h jazdy autobusem docieramy do Siliguri, potem rikszą do NJP a stamtąd pociąg do Delhi. W Siliguri akurat rozstawiają wzdłuż rzeki bananowo-bambusowe wielkie dekoracje z okazji jakiejś pujy. Później podobne imprezy rozstawione nad prawie każdą rzeką widzimy z pociągu. Ta w Siliguri była jednak największa i gdyby nie to, że mamy się w Delhi spotkać z kolejnym tandemem Marta-Jacek to można nawet pomyśleć o zostaniu.
W pociągu (Super Fast Express, więc ma opóźnienie nie 7h jak na trasie Delhi-NJP ale tylko 5h), dostajemy info o wypadku na Okęciu, M&J dolecą dopiero za parę dni.
Na Paharganju są jeszcze resztki dekoracji po Diwali. Łazimy w te i wewte znajdując knajpy z momo, za którymi zdążyliśmy się już stęsknić.
Następnego dnia idziemy sobie do Lodi Garden, pani w Biurze Informacji Narodowej nie była zbyt pomocna w kwestii jak tam się dostać, do tego Janpath rozkopany przez budowę kolejnego odcinka metra i trochę się przeszliśmy zanim znaleźliśmy przystanek autobusu 522. Po powrocie na Paharganj cancelujemy bilety na pociąg dla M&J, idziemy na momo, szukamy knajpy ze schabowymi (niestety już jej nie ma) i idziemy przecekać do hotelu do 3ej w nocy, bo o 4:30 jedziemy do Pushkaru. Cenę za rikszę z Paharganju na dworzec Old Delhi zbijamy z początkowy 250INR do 100. I tak ze dwa razy za dużo.


















Piaskowa czarownica rządzi
Sand Witch Project