Chittoor, Kanipakam

Niedziela – dzień święty, jadę do Chittooru (to już Andhra Pradesh, język podobny do tamilskiego, ale zupełnie inne literki) i parę km dalej do Kanipakam do jakiejś świątyni. W autobusie doczepia się Visweswara Reddy, tutejszy, ale studiuje jakieś komputery w Bangalore. Lubi filmy Sasikumara (tego od Poraali) i Polańskiego. Zagaduje jakoś z opiekunami świątyni, żebym mógł wejść z plecakiem, że niby mam tam paszport itp. Niepotrzebnie jednak przyznaję się do laptopa, którego w końcu zostawiam w przechowalni z nadzieją, że nic mu się nie staje. Aparat wnoszę, mimo, że nie wolno, ale zdjęć w środku i tak nie robię. Stajemy w długiej kolejce chętnych do zobaczenia jakiegoś kamyka, który został znaleziony przez 3 braci – głuchego, ślepego i niemego – podczas kopania studni, a który po odpowiedniej dawce środków wyostrzających zmysły przypomina Lorda Ganesha. Nie trzeba jednak stać w kolejce – jest “Way to a very quick darsanam“, wystarczy tylko zapłacić 100ru. “Poczekaj tu, zrobię 9 rundek dookoła czegoś tam” – robi 9 rundek dookoła czegoś tam, wracamy do Chittooru.

W Chittoorze zaglądam w jakąś ładną uliczkę, doczepia się dziadzio gadający w hindi, więc coś tam sobie gadu gadu, w końcu zaprasza mnie do swojego domku na zrobienie zdjęć i jakieś żarcie i picie. Zdjęcia zrobiłem (wyślę pocztą, adres zapisał mi piśmienny sąsiad dziadzia), “za dżem dziękuję”, skusiłem się tylko na buteleczkę pepsi. Wracam do Vellore.

Pierwsze zdjęcia to freski nieznanego malarza z pocz. XXI w. (farba olejna na tynkowanym murze, wymiary ok 2x3m).

Tagged , , , , , ,

Comments are closed.