Dighinala, Merum, Gonjopara

Rano koło hotelu przejeżdżają dwa vany z samymi białasami burząc moje poczucie bycia gdzieś daleko.

Najbliższy autobus do Langadu jest za jakieś 1,5h, jadę do Dighinali, gdzie poza bazarkiem nic nie ma. Stamtąd próbuję się dostać do Langadu, ale po dojechaniu genetyczną krzyżówką jeepa z rikszą do wsi Merum i braku zdecydowanego potwierdzenia czy stamtąd złapię powrotny autobus do Khagrachhari jadę z powrotem przez Dighinalę do domu. Z Merum do Langadu transport jest dość rzadki (można ewentualnie się dostać prywatnym motorem za 300Tk), z Khagrachhari podobnie, co może oznaczać dosyć sporą dzicz.

W końcu jednak olewam Langadu, bo jutro pierwszy autobus jest po 10ej, trochę za późno, obawiam się o powrót. A dalekie wiochy jeszcze się trafią. Idę jeszcze raz przez bazar, po południu prawie pusty, do Gonjopary. Zanoszę kilka odbitek z wczoraj, dwóch kolesi zaprasza od razu do domu. A tam prawie stypa, w pokoiku leży dziadek i z trudem oddycha, przy nim siedzi parę osób, czasem ktoś zajrzy przez drzwi, a reszta domowników i przyjaciół (większość z plemienia Marma) sobie plotkuje przy fajkach i herbacie. Chcą żebym zrobił kilka zdjęć, czestują, a podczas gdy się z trudem próbujemy dogadać, dziadzio oddaje ostatnie tchnienie. Herbatka trwa nadal, jeszcze parę zdjęć i wychodzimy, chociaż nie wiem czy dlatego, że dziadzio zmarł czy po prostu nie wyraziłem dość wyraźnie chęci zostania jeszcze przez chwilę. Wracam do hotelu z jednym kolesiem ze stypy.

Tagged , , , , , ,

One Response to Dighinala, Merum, Gonjopara

  1. Mama says:

    W Egipcie, przynajmniej w tych rejonach, gdzie teraz byłam, nie zapraszają po zrobieniu zdjęcia, tylko wołają Łan dolar!